Młyny wodne

Dzisiaj trudno nam wyobrazić sobie życie bez elektryczności, jednak w dawnych czasach ludzie musieli radzić sobie bez niej. Domy oświetlano świecami lub lampami naftowymi, zamiast silników wykorzystywano siłę wiatru lub wody.

Młyny wodne osiągały średnią moc porównywalną z mocą współczesnej spalinowej kosiarki do trawy.

W dawnych czasach młyn był miejscem, w którym mielono ziarno na mąkę, często owianym aurą tajemniczości i odwiedzanym przez złe duchy, które uwielbiały harcować w nim nocami. Królował w nim niepodzielnie młynarz – jedna z ważniejszych postaci we wsi, bohater baśni i ludowych przyśpiewek. Młyny wodne były wykorzystywane również w tartakach i kuźniach, czyli wszędzie tam, gdzie nie wystarczała siła ludzi lub zwierząt.

Młyny wodne jako przedstawiciele wykorzystania energii naturalnej

Według obliczeń historyków w XVI wieku na terenie Polski było 3000 młynów wodnych.

Jak działał typowy młyn wodny? Był on poruszany siłą płynącej wody lub spadającej nieprzerwanie z dużych wysokości (siłą wodospadu). Istotnym elementem było duże drewniane koło młyńskie, na obwodzie którego były zamocowane specjalne przegrody. Dzięki nim koło było poruszane siłą wody. Ruch koła – poprzez drewniane przekładki i zębatki – był zamieniany w napęd poszczególnych narzędzi wykorzystywanych do mielenia ziarna. Drewno  wykorzystywane do budowy koła musiało być bardzo twarde, aby poszczególne części nie uszkodziły się zbyt szybko. Najczęściej wykorzystywano w tym celu grab (gatunek drzewa) – ze względu na jego wytrzymałość.

Diabelski młyn to rodzaj karuzeli, która swoim kształtem przypomina właśnie koło młyńskie.

Młyny wodne są wynalazkiem bardzo starym – pojawiły się ponad 2000 lat temu i przez kilkanaście wieków były nieodłącznym elementem krajobrazu wsi i miasteczek. Jednak różne wydarzenia historyczne (wojny i zmiany, jakie po nich następowały) oraz rozwój techniki (wynalezienie silnika parowego, a potem elektrycznego) przyczyniły się do ich upadku. Dzisiaj młyny wodne są najczęściej jedynie elementem sielskiego pejzażu – warto jednak do nich zajrzeć, jeśli spotkamy je na swej drodze.

Artykuł pochodzi z MiniLO&Aniela” nr 7/2014.